Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praktyki Życie Bytomskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praktyki Życie Bytomskie. Pokaż wszystkie posty

7 lut 2012

Kupa problemów

  • Mamo, mamo! Znalazłem kasztanka! - krzyczy dziecko i biegnie do matki. Ta z lekkim obrzydzeniem ogląda zdobycz malucha.
  • To nie kasztan, to psia kupa.

Filip Klimaszewski / AG
         Sytuacja o wiele bardziej realna niż może się wydawać. Wrzesień jest czasem, kiedy mnóstwo dzieci przychodzi do parku z rodzicami lub nauczycielami. Zbieranie kasztanów to wciąż atrakcja dla maluchów. Tylko, że dziś w parku łatwiej znaleźć psie odchody niż kasztany.
              Zwierzęta muszą się załatwiać, jednak obowiązkiem właścicieli powinno być sprzątanie po swoim pupilu. Niestety w Bytomiu, tak samo, jak jeszcze w wielu miastach Polski, nadal nie ma maniery wyrzucania psich odchodów do specjalnych koszy. Co więcej – starsi ludzie z jednej strony narzekają na zapaskudzone chodniki, z drugiej – uważają za niedopuszczalne schylenie się i posprzątanie po psie.
              Problem, choć nie grozi kataklizmem, jest istotny, ponieważ wpływa na ogólną estetykę miasta. Nie wystarczy powiesić na bloku tabliczki: „zakaz wyprowadzania psów”, aby utrzymać w czystości osiedlowy trawnik. Zwierzę i tak się gdzieś załatwi, jeśli nie na trawniku pod tym blokiem, to pod innym, ewentualnie w piaskownicy lub na środku chodnika. Problem nie zniknie tylko dlatego, że ktoś odgrodzi swój teren przy pomocy kilku słów. Od tego jesteśmy ludźmi i właścicielami psów, aby brać za nie odpowiedzialność. Dziecku również nie zabraniamy korzystania z nocnika tylko dlatego, że nie chce się nam go potem wyczyścić. Nikt nie wiesza w mieszkaniu tabliczek: „zakaz korzystania z pieluch”.
           Zwierzęta w pewnym sensie są jak dzieci – opiekujemy się nimi, karmimy, bawimy się, kąpiemy,nawet szczepimy i leczymy. Dlaczego więc nie sprzątamy? Argumentów można znaleźć wiele: obrzydzenie, lenistwo, brak odpowiednich koszy na śmieci, woreczków, szufelek... Warto jednak pamiętać o tym, że głównie chodzi tutaj o brak chęci. Bo gdy człowiek chce, to potrafi. Brak czasu? Sprzątanie zabierze może z pół minuty.
            To nie jest tylko kwestia pokazania, jak bardzo jesteśmy odpowiedzialnymi ludźmi. Kultura to nie tylko chodzenie do teatru, opery czy kina. Kultura miasta nie sprowadza się do ilości teatrów, ale również do kultury mieszkańców. Ta z kolei to nie kwestia używanych przekleństw, ale też dbania o naszą małą ojczyznę, której kochać nie musimy, ale utrzymać w czystości by wypadało.

3 lut 2012

Co dalej z parkiem miejskim?


Kiedyś – chluba nie tylko miasta, ale też całego Śląska. ZOO słynne na całą Europę i stawy, po których pływały łódki. Dziś staramy się chwalić jedną wyremontowaną ścieżką i skateparkiem.

          Park imienia Franciszka Kachla to jeden z wielu przykładów wieloletniego zaniedbania. Alejki, które po deszczu zmieniają się w błotniste rzeki, góry śmieci na każdym kroku i staw, którego brzeg do niedawna był całkowicie zarośnięty pokrzywami (często przerastającymi dziecko).
mapa.nocowanie.pl
        Unowocześnianie zieleni miejskiej idzie powoli – nie możemy się spodziewać szybkich zmian w miejscu, które niszczało przez kilka prezydenckich kadencji. Do rozkładu dochodzi powoli, tak samo jak i do poprawy wszelkiej estetyki. Pierwsze zmiany każdy bytomianin zauważył – stworzenie ścieżki rowerowej, próba modernizacji placów zabaw czy renowacja mostku. Jednak to cały czas za mało. Za rzadko się sprząta, za rzadko pielęgnuje zieleń, która pozostawiona sama sobie rozrasta się i tworzy dzikie chaszcze. W parku można zauważyć zmniejszoną ilość rodziców z małymi dziećmi a o wiele więcej właścicieli psów.
          Powodów jest kilka – przede wszystkim, żaden rodzic nie ma siły pchać wózka po zniszczonych alejkach, uważając przy okazji żeby nie wjechać w psie odchody. Kolejna sprawa – zwiększająca się z każdym rokiem liczba komarów, które osiedliły się w obu stawach. Wychodząc na krótki spacer można wrócić z wieloma swędzącymi ukąszeniami. A dzieci są szczególnie wrażliwe na wszelkie ukąszenia owadów. I ostatnia, z najważniejszych spraw – wszechogarniający brud. Mało która matka wypuści swoją pociechę z wózka, wiedząc, że ta od razu natknie się na stos śmieci, które z chęcią włoży do buzi. Wiadomo, że dziecko powinno się hartować, jednak to chyba nie jest najlepszy sposób.
Można powiedzieć, że to są drobne kwestie i dotyczące tylko wąskiej grupy osób – rodziców. Jednak gdyby się temu przyjrzeć, park miejski nie jest też już atrakcją dla starszych dzieci czy młodzieży. Skatepark, basen odkryty i wyremontowany Torkacik – trzy miejsca rozrywki na tak dużą przestrzeń. Najbardziej z tych obiektów jest oblegany basen – Torkacik, pomimo wcześniejszej popularności, dziś często świeci pustkami. Problem leży w samej młodzieży, a może w niespecjalnej promocji pozostałych obiektów?
         A ludzie dorośli? W parku oprócz „Misiów” nie ma miejsca, gdzie można by na chwilę usiąść, porozmawiać i się napić, chociażby zwykłej wody. Jedno miejsce, przekształcone z dawnego ZOO. Czy naprawdę powinniśmy się cieszyć, że chociaż to mamy, czy jednak mamy prawo do czegoś więcej?
Naturalnie, w chwili, kiedy miastu grozi seria katastrof budowlanych, nikt nie będzie martwił się miejską zielenią. Oczywiste są pewne priorytety dla władz miejskich i tego kwestionować nikt nie może. Ale w przyszłości, może zamiast się chwalić małymi kroczkami, lepiej byłoby zrobić coś raz, dobrze i do końca?

24 sty 2012

Głowy w górę!

Bytom to szare i brzydkie miasto? Możliwe. Jednak wystarczy tylko podnieść głowę nieco do góry, aby dostrzec niszczejące piękno.
mojbytom.pl

          Drobny apel do mieszkańców – przypatrujcie się starym kamienicom, póki macie jeszcze okazję. Poświęćcie minutę ze swojego dnia, aby dostrzec historię naszego miasta. Te sześćdziesiąt sekund nie sprawi, że dotrzecie na czas, a może wywołać uśmiech.
         Ulica Sądowa – za nami świeżo wyremontowany budynek Sądu Rejonowego, przed nami Prokuratura Rejonowa i masa kamienic. Na wysokości oczu widać sklepy i przychodnię Sante. Gdy przeniesiemy wzrok na pierwsze piętro kamienicy, możemy dostrzec wyjątkowe płaskorzeźby – w nie najlepszym stanie, ale niespotykane. W centrum miasta, tuż koło nowoczesnej Agory można dostrzec zdobienia przy oknach czy pod parapetami. Dwie płaskorzeźby, które przypominają pomnik Wenus z Milo i wszechogarniający motyw winnej latorośli. Sztuka, którą można obejrzeć bez wizyty w muzeum.
           Kolejny przystanek – ulica Dworcowa. Deptak pełen banków i sklepów z butami. No i oczywiście McDonald, KFC. I znów wystarczy spojrzeć ciut wyżej, na wysokość pierwszego piętra, aby dostrzec zdobienia. Historia czająca się w tych budynkach każdego dnia macha nad głowami amatorskich muzyków do przechodniów, którzy wlepiają swój wzrok w płyty chodnika.
Gdyby Dworcową iść dalej, dojdziemy do Moniuszki, która o swojej wyjątkowości dawno zapomniała. Kolejne płaskorzeźby zapomnianych artystów, ramy okien wstawione między dwoma małymi dziełami ludzkich rąk. Prawdopodobnie nawet mieszkańcy tych budynków nie zwracają uwagi na to, w jak starym domu mieszkają. Żłobienia w elewacji traktują raczej jako brzydactwa, które wyjątkowo łatwo przyciągają uliczny brud.


            Co dalej? Powrót do ścisłego centrum, idziemy od placu Kościuszki do Rynku. Przechodzimy przez ulicę Gliwicką, gdzie najlepiej widać, jak traktuje się zabytki w naszym mieście. Budynek tak zaniedbany, że zawalił się od środka. Stare kamieniczki odnawiane na nową modę, tak, żeby pasowały do designu sklepu/salonu/biura podróży. Tutaj lepiej się nie zatrzymywać, zwłaszcza, jeśli zna się to miasto od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, bo żal serce ściska, jak można doprowadzić do takiego stanu rzeczy.
I w końcu Rynek, przez złośliwych nazywany Placem Czerwonym. Nasza ozdoba, wizytówka miasta. Miejsce, które powinno być wyglansowane do połysku, aby każdy kto odwiedza Śląsk, wpadł chociaż na chwilę do Bytomia i zachwycił się tym jednym z najstarszych miast w Polsce. Może za kilka lat uda nam się to osiągnąć. Póki co, odnowiona jest elewacja przy Biurze Promocji Bytomia i fragmenty przy sklepach, mniej więcej do wysokości pierwszego piętra.
              Czas idzie na przód, nie można go zatrzymać. Ale spójrzmy na inne miasta, które pielęgnują chociażby najmniejszy zabytek. Kamienice to nasza historia. Skoro nie są odnawiane, to chociaż przyjrzyjmy się im i zapamiętajmy. Bo za kilka lat możemy je zobaczyć już tylko na starych pocztówkach.

16 sty 2012

Jak wypromować Bytom?

         Specyfika imprez kulturalnych w Bytomiu? Mała frekwencja. Powód? Słaba promocja.
         Mamy problem z promocją miasta – to może zauważyć każdy bytomianin, który chociaż minimalnie interesuje się życiem kulturalnym. Imprezy są organizowane, jednak mało kto na nie przychodzi. Dotarcie informacji o jakimś wydarzeniu do mieszkańców jest znikome. Po co więc cokolwiek organizować?
        W marcu organizowany był Festiwal Nauki i Sztuki w Bytomiu, na który zapraszano uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i szkół średnich. Miał on dopomóc w wyborze placówki oświatowej po zakończeniu danego etapu edukacji. Informacja o tym wydarzeniu trafiła do dyrektorów szkół i...nic. Sucha informacja, bez planu wypromowania Festiwalu wśród młodzieży szkolnej, bez nawet plakatów czy zrobionych w przystępnej formie programów. Na mieście wisiał jeden plakat informujący o Festiwalu, a zapytani uczniowie robili wielkie oczy, że w sumie to oni nic o nim nie wiedzą.
          Kolejny przykład? Koncert Starego Dobrego Małżeństwa w Beceku, który miał miejsce w kwietniu. Coraz rzadziej udaje nam się zaprosić prawdziwe ikony muzyki, a SDM jest jedną z takich ikon, jeżeli chodzi o poezję śpiewaną. Sala podczas koncertu była pełna, jednak, żeby dowiedzieć się o tym wydarzeniu, trzeba było wejść na stronę zespołu. Na witrynie Beceku informacja pojawiła się dopiero w momencie, kiedy wszystkie bilety na koncert były już wysprzedane. W Bytomiu był wywieszony tylko jeden plakat – na drzwiach Centrum Kultury, w dodatku w niewidocznym miejscu. Dla porównania, kiedy SDM przyjeżdża do Chorzowa, z okien tramwaju można zobaczyć na każdym słupie ogłoszeniowym plakat o tym informujący.
           Dalej – inicjatywa Beceku pt. Kabarety Za Dwa Zety. Pomysł ciekawy – za dwa złote można było zobaczyć młodych kabareciarzy, którzy dopiero zaczynają się wspinać po medialnej drabince. Efekt braku rozpowszechniania informacji o tym – mniej niż połowa zajętych miejsc w salce, a i tak większość widzów to byli znajomi organizatora. A potem dziw, że nikomu się nie chce niczego robić.
Przykłady można mnożyć, od małych po całkiem duże imprezy – nawet koncert Lady Pank nie był szczególnie rozreklamowany, wisiał praktycznie jeden billboard naprzeciwko M1. Pewnego dnia zadzwoniłam z pytaniem do Biura Promocji Bytomia, dlaczego tak się dzieje i czy naprawdę oni uważają, że to jest dobra polityka. Pani, z którą wtedy rozmawiałam, uznała, że ich sposób promocji miasta jest doskonały i że mam ich nie pouczać, jak to powinno się robić. A jeżeli mam jakieś pomysły, to mam je spisać i wysłać mailem. Jak znajdą czas, to może ewentualnie przeczytają i rozpatrzą niektóre z nich.               
            Problem polega na tym, że chociaż bardzo chcemy wykreować miasto na kulturalne i nowoczesne, nie zrobimy tego bez skutecznej promocji. Miasto, pomimo starań, zamiast ożywać, tak naprawdę kulturalnie dogorywa i prawdopodobnie przyczyna jest prosta – brak pieniędzy i brak odpowiednich osób, które chciałyby coś zrobić z obecnym wizerunkiem miasta. Jedno nakręca drugie – nikt nie chce pracować za darmo, zwłaszcza, jeśli ma dać z siebie pełnię kreatywności i pomysłowości. A skoro nikt nam nie chce płacić właściwej do usług stawki, to po co się wysilać. To prowadzi do tego, że promocją nadal zajmują się te same osoby, które problemu nie widzą.
             Rada jest prosta: sytuację powinno się potraktować jak chorobę. Nie leczyć skutków, czyli zmniejszającej się liczby imprez kulturalnych, tylko objawy – reklamować to, co się dzieje. Im więcej osób będzie uczęszczało na dane wydarzenia, tym więcej pieniędzy trafi do miejskiej kasy.

10 sty 2012

Brak połączeń = ucieczka z miasta

forum.gkw24.pl
Bytomski Dworzec obecnie wygląda jakby chylił się ku upadkowi, a zmniejszająca się liczba połączeń z naszego miasta wydaje się tą tezę potwierdzać. Czy jest za późno na zmiany?

Trasa Bytom-Kraków. Prosta, przyjemna, zabierająca na dojazd około dwie i pół godziny. Dlaczego tak długo? Głównie z powodu braku bezpośrednich połączeń między tymi miastami. Odległość nie jest duża: z Bytomia do Krakowa jest około osiemdziesięciu kilometrów. Podróżny jednak nie może tam dotrzeć bezpośrednio – jest zmuszony na przesiadkę w Katowicach lub Gliwicach, w zależności od wyboru trasy.  A to dodaje niepotrzebne dwadzieścia kilometrów, które, jak wiadomo osobom korzystającym z usług PKP, liczy się z wyższą ceną biletu. Teoretycznie jest to opłacalne, ale tylko i wyłącznie dla spółek kolejowych.

Dalsza część artykułu dostępna TUTAJ