7 paź 2011

Złamane pióro, czyli wtf

Pewnego pięknego dnia, Dziewczę studiujące dziennikarstwo uznało, że warto 
gdzieś te swoje dotychczasowe wypociny zebrać. Archaiczna szuflada zdezelo-
wanego biurka,  choć dość rozpowszechniona, jej nie przypadła do gustu. 
 
Może dlatego, że to już jest passe i ogólnie nie w modzie ukrywać swoją twórczość 
w czterech ścianach. Oczywiście, można by również rozsyłać teksty do przeróżnych
redakcji, gdzie mogłyby zapewnić w przyszłości możliwość  zarobku, ale o tym blond 
Dziewczę nie pomyślało i jak zwykle poszło na łatwiznę, wybierając internet.
W końcu w redakcji liczy się to, co spodoba się naczelnemu, a dopiero potem czytelni-
kom, natomiast w Sieci jak się do odbiorców nie dotrze to rybka. 
Mamy po popularności i ogólnie sławie, w której każdy chciałby się pławić.
 
Teksty odkopane, archaiczne, czasem dotyczące wydarzeń zamierzchłych.
 Niektóre bardzo niepraktyczne, które się pisało podczas praktyk w Ezoter.pl. 
Wiele też lokalnych bzdur i bzdurek, mówiących o walce z wiatrakami,  czyli 
władzą miasta, która  pomysły ma dobre, ale ich wykonanie jest...(cenzura!) 
ekhm...nie zawsze udane. 

I tak oto pierwszy wpis zostaje dokonany, kolejny fragment internetu zajęty
 dla podniesienia swojego ego na wyższy pułap i udowodnienia sobie, że jest się 
super-ekstra-zarąbiaszczą osóbką. 

Cześć pracy
 
  
A tego życzę sobie i każdemu innemu bloggerowi w przyszłości:
 

Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=NCQmb-twAGM&noredirect=1
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz